stat4u

Jak się nie dać przeciwnościom losu? - artykuł coaching.focus.pl

2014-05-28 19:02:02

TUŻ PRZED NAJWIĘKSZYM SUKCESEM PRZYCHODZI NAJWIĘKSZA TRUDNOŚĆ

„W życiu najlepiej, kiedy jest nam dobrze i źle. Kiedy jest nam tylko dobrze – to niedobrze” – pisał
w 2002 r. ks. Jan Twardowski. Kilka lat później jego poetycką intuicję potwierdzili naukowcy. A konkretnie Mark Seery z University Buffalo, który przebadał prawie 2,5 tys. osób mających za sobą szczególnie trudne doświadczenia życiowe. Okazało się, że w kłopotach najlepiej sobie radzą osoby mające w swojej wcześniejszej biografii pewną dozę nieszczęśliwych wypadków losowych. Ludzie „w czepku urodzeni”, których w dzieciństwie i młodości omijał zły los, kiepsko dostosowywali się do trudnych okoliczności. Nie znaczy to bynajmniej, że „im gorzej, tym lepiej”. Badania wykazały bowiem, że trudności uodparniają nas tylko wtedy, gdy nie są przesadnie dotkliwe. Osoby najciężej doświadczane tracą rezyliencję
i w konsekwencji przyjmują bierną postawę wobec losu. Najodporniejsi okazali się „średniacy”, czyli tacy, których życie nie rozpieszczało, ale też zbyt boleśnie nie dotykało.

„Wychodzenia z kryzysu trzeba się uczyć już w dzieciństwie”, tłumaczy Tomasz Jamroziak, trener biznesu, specjalista „resilience training”. Jego zdaniem, całkowite izolowanie dzieci od sytuacji stresowych stało
się jedną z przyczyn porażki tzw. bezstresowego wychowania. „To także częste doświadczenie prymusów, którzy kończą podstawówkę. Idą do świetnego liceum i tam po raz pierwszy okazuje się, że wcale nie
są najlepsi. Niejednokrotnie nie umieją sobie z taką sytuacją poradzić, podczas gdy gorsi uczniowie doskonale adaptują się w nowym środowisku” – zauważa Jamroziak. I podkreśla, że rezyliencja jest szczególnie ważna
w okresie kryzysu. „Chodzi o umiejętność zachowania obszaru kompetencji mimo pogorszenia warunków zewnętrznych. Innymi słowy o to, by przetrwać mimo suszy”, mówi Jamroziak.

Tą „suszą” wcale nie muszą być spektakularne życiowe czy biznesowe niepowodzenia. Dla Olgi Kozierowskiej, menedżerki i dziennikarki, twórczyni przedsięwzięcia „Sukces pisany szminką”, które wspiera przedsiębiorczość kobiet, impulsem do zmian stały się początki swoistego wypalenia zawodowego. „Swoistego”, bo zupełnie niewidocznego dla otoczenia i długo niedostrzegalnego dla niej samej. W końcu dziesięć lat pracy w wielkich międzynarodowych firmach było pasmem sukcesów. Po pięciu miesiącach pracy w PR awansowała na kierownika. Po dwóch latach była już szefem na pięć krajów, po kilku następnych na czternaście. „W pewnym momencie poczułam jednak, że staję się typowym korpoludkiem i robię coś,
co nazywam realizacją celów pozornych”, opowiada Kozierowska.

Kiedy mówiła, że chce dokonać w życiu zmiany, znajomi myśleli, że kokietuje. Zwłaszcza kiedy opowiadała, że marzy się jej własny program w radiu. Przekonywali, że bez znajomości w tej branży nic nie osiągnie. Pytali, po co ryzykuje, skoro ma dobrą pracę. „Miałam wrażenie, że wszyscy są przeciwko mnie” , uśmiecha się dziś. Ale twierdzi, że takie sytuacje od podjęcia nowego wyzwania jej nie odstraszają. „Wielokrotnie
się przekonałam, że tuż przed największym sukcesem przychodzi największa trudność. Problem w tym,
że większość ludzi na tym etapie rezygnuje i popada w zniechęcenie. Tymczasem ci, którzy się nie poddadzą, mogą później świętować zwycięstwo”, wyjaśnia. Jej program „Sukces pisany szminką” nie tylko osiągnął sukces, ale przerodził się w wielki projekt wspierania przedsiębiorczości kobiet. A ona sama zdobyła wiele nagród, m.in. dla Dziennikarza Roku 2011 w kategorii „Promowanie przedsiębiorczości” w konkursie Polski Przedsiębiorczej. Teraz zaangażowana jest także w nowy projekt „Grow up Start up”, którego celem jest integracja i wsparcie młodych przedsiębiorców.

Źródło i ciąg dalszy artykułu: coaching.focus.pl




Powrót do aktualności

 
facebook
Sylwia Michalczewska - ZnanyLekarz.pl Agnieszka Cichorska - ZnanyLekarz.pl